Skip to main content

Coś na Wyobraźnię


Siedzisz wieczorem we fotelu i czytasz książkę.

Albo udało Ci się znaleźć ciekawy film w telewizji i go oglądasz. Jest już ciemno, ale włączoną masz tylko małą lampkę, żeby było bardziej nastrojowo. I nagle coś słyszysz. Jakieś puknięcie. Skąd dobiegało? Zza drzwi? Nie… bardziej to brzmiało jakby nie wiem… z kuchni? Łazienki? Myślisz: „Może obaliło się coś na suszarce do naczyń…” czy coś w tym stylu… Ale… czy idziesz sprawdzić? Ile razy szłaś zobaczyć, czy nie trzeba czegoś podnieść, ale zastałaś wszystko w idealnym porządku?

A co, jeśli nie jesteśmy sami? A co, jeśli wszystkie opowieści o chochlikach, duchach i innych niekoniecznie proszonych w domu gościach nie są do końca zmyślone?
Siedzisz i słyszysz „puk”. Ignorujesz. Po kilku(nastu) sekundach kolejne puknięcie, nieco głośniejsze – podnosisz na moment wzrok bez przekonania, jakbyś chciała spojrzeć przez ścianę i dojrzeć źródło hałasu. Jednak jest to przelotne spojrzenie i szybko wracasz do wcześniejszego zajęcia. Za chwilę słyszysz „PUK” – walnięcie wręcz, jakby ktoś trzasnął w ścianę czy w szafę, ale od wewnątrz. Teraz się przestraszyłaś. Może włączyłaś już większe światło, może nie. W każdym razie tętno przyspieszyło i nie czujesz przynajmniej przez jakiś czas, że jesteś jedyną osobą w mieszkaniu. I co? I nic, cel osiągnięty – domownik przestraszony, koniec przedstawienia. Czy to nie dziwne, że często w tym momencie hałas się kończy? Jakby taka złośliwość czy coś, nie?

A jeszcze ciekawiej, jak mieszkasz w starej kamienicy i nad sobą masz strych, który nawet za dnia sprawia dość, hmm, ponure wrażenie. Ja jestem w domu sama, no dobra, z małymi dziećmi, w domu przez całą dobę co najmniej dwa razy w tygodniu. Dzieci kochane, grzecznie chodzą spać po 19:30 i około 20 już są po ataku piaskowego dziadka. Stosunkowo często dość późno w nocy, jakby ze strychu dobiegają naprawdę dziwne odgłosy. Bo kiedy sąsiad idzie po 22 po coś, to słyszę jak owe wrota piekieł otwiera i tupta, przekłada coś i wytuptuje z powrotem, zamykając za sobą drzwi. Nee, w sumie to wrota bardziej pasuje.

Ale co jeśli grubo po północy słychać, jakby na strychu rozgrywał się mecz rugby? To już jest bynajmniej dziwne. Na szopa, ani żadne szopo-pochodne ślady nigdy się nie natknęłam, a nawet gdyby, to te buszujące po nocach musiałyby być chyba rozmiarów konia, albo chociaż pulchnego kuca. Nie, nie poszłam nigdy sprawdzić w środku nocy co to (lub kto to?) może być. Za dużo horrorów się naoglądałam i naczytałam, żeby tam wejść! Tak więc nikogo nie oświecę rozwiązaniem tej zagadki i tym samym życzę dobrej i spokojnej nocy ;)




Cukierniczka ^_^

Comments

Popular posts from this blog

Kilka Słów o Wdzięczności

W miniony czwartek mieliśmy zabrać dzieciaki na wycieczkę niespodziankę do ZOO, ale... zdecydowaliśmy, że przekładamy wycieczkę na piątek, bo w czwartek dzieciaki miały w przedszkolu fajne przedstawienie i Młoda nie mogła się doczekać. I pech chciał, że w ten oto czwartek odebraliśmy Młodszą z przedszkola z temperaturą bliską 39st.C... Właśnie mieli po mnie dzwonić, bo cały dzień było dobrze i dopiero po podwieczorku jakaś taka zmizerniała się zrobiła. Oczywiście była złość, bo wyjazd już kilka razy musiał być przekładany. Jest wrzesień, a nam od lipca coś przeszkadza. A to upały zbyt duże, a to ktoś się pochoruje, a to jeszcze co innego. Tylko jak tak sobie pomyślałam, już na spokojnie, to uznałam, że mieliśmy szczęście w nieszczęściu i powinniśmy być wdzięczni. Dlaczego? Bo gdyby nie to przedstawienie w przedszkolu, na którym Młoda bardzo chciała być, to najzwyczajniej w świecie byśmy pojechali i... zawijali się zmartwieni z gorączkującą trzylatką. Nie jesteśmy mobilni (je...

Kilka Prawd o Dzieciach

Na początku od razu piszę bardzo bezczelnie i prosto z mostu, że prawda, jakby na nią nie patrzeć, jest jak zadek - każdy ma swój. Tak więc poniżej wymienione punkty są moimi odczuciami subiektywnymi i nikt nie musi się z nimi zgadzać. Oczywiście lista jest poniekąd na poprawę humoru i do potraktowania z przymrużeniem oka ;) A więc jadę z koksem: 1.       Ponad pół roku nosisz w sobie małego pasożyta, który wysysa z Ciebie wszystko to, co najlepsze, a Ty się jeszcze z tego cieszysz. 2.       Jak już wypchniesz z siebie te +/- 3 kilo (lub je z Ciebie wyciągną), to jesteś jak na haju i myślisz, że największy ból masz już za sobą. Ah, ta słodka niewiedza rodzenia pierwszego dziecka! 3.       Karmienie piersią i początki macierzyństwa nigdy nie są takie, jak je sobie wyobrażamy. Lepiej nie planować i nie martwić się na zapas. Tak nawiasem mówiąc czym dalej w czasie tym większa niewiadoma. 4.   ...