Nie ukrywam, że jak nie miałam dzieci, to ubieranie choinki było dla mnie koszmarem. A właściwie to nie. Nie było to koszmarem, bo rzadko kiedy choinkę ubierałam. Był to dla mnie ot, niepotrzebny wiecheć, który zbiera tylko kurz. Pamiętam, że jako dziecko nie mogłam się doczekać, kiedy będziemy wspólnie ubierać owo drzewko, jednak z biegiem lat, gdy już byłam wystarczająco duża, by sama wszystko ogarnąć, ozdabianie choinki było po prostu moim obowiązkiem. Puf! Czar prysnął. Z roku na rok coraz mniej frajdy mi to przynosiło, bo tata w pracy, mama w kuchni, a ja przy bombkach oraz poplątanych łańcuchach i lampkach, które czasem trzeba było pojedynczo sprawdzać, bo nie działały. Ale do rzeczy. Jak w tytule - teraz mam dwójkę dzieci i jak widzę te iskierki w oczach, zachwyty i "ochy i achy" na wszystkie świąteczne dekoracje i ozdoby do kupienia, to nawet mi nie przeszkadza, że markety gwiazdkują już w listopadzie 😉 Patrzę na moje pociechy i nie mogę przestać się uśmie...