Na początku od razu piszę bardzo bezczelnie i prosto z mostu, że prawda, jakby na nią nie patrzeć, jest jak zadek - każdy ma swój. Tak więc poniżej wymienione punkty są moimi odczuciami subiektywnymi i nikt nie musi się z nimi zgadzać. Oczywiście lista jest poniekąd na poprawę humoru i do potraktowania z przymrużeniem oka ;) A więc jadę z koksem:
1. Ponad
pół roku nosisz w sobie małego pasożyta, który wysysa z Ciebie wszystko to, co
najlepsze, a Ty się jeszcze z tego cieszysz.
2. Jak
już wypchniesz z siebie te +/- 3 kilo (lub je z Ciebie wyciągną), to jesteś jak
na haju i myślisz, że największy ból masz już za sobą. Ah, ta słodka niewiedza
rodzenia pierwszego dziecka!
3. Karmienie
piersią i początki macierzyństwa nigdy nie są takie, jak je sobie wyobrażamy.
Lepiej nie planować i nie martwić się na zapas. Tak nawiasem mówiąc czym dalej
w czasie tym większa niewiadoma.
4. Ilość
czasu spędzona na przygotowywaniu obiadu i innych posiłków jest wprost
proporcjonalna do prawdopodobieństwa usłyszenia: „Nie smakuje mi”, „Nie ciem”, „Najadłam
się” (po spojrzeniu na talerz) i innych tekstów negujących jakąkolwiek chęć
spożycia posiłku.
5. Tanie
i szybkie posiłki to pewniak, że dziecię coś zje i będzie zadowolone. Z czasem
osiągasz perfekcję w przemycaniu do nich zdrowszych składników i zamienników.
6. Dzieci
to mistrzowie w udowadnianiu, że możesz mieć chorobę dwubiegunową: potrafią
doprowadzić racjonalnego człeka do stanu przedzawałowego i wybuchu złości. Później
mały delikwent przytula Cię, patrzy w oczy tymi wielkimi ślepkami i mówi
najsłodszym głosikiem na świecie: „Kocham Cię mamusiu” – w tym momencie się
rozklejasz, płaczesz, jesteś najszczęśliwszą matką pod słońcem i jednocześnie popadasz
w chwilową depresję, bo zbeształaś małego zarazka na czym świat stoi, a on
jeszcze się do Ciebie przykleja. I to wszystko w zaledwie pięć minut!!!
7. Niektóre
dzieci rodzą się złe. Moja młodsza jak tylko nauczyła się raczkować, zachodziła
starszą (wówczas ok. trzyletnią) od tyłu, szybko szarpnęła za włosy i z dumą i
zadowoleniem spieprzała w jakiś kąt. A starsza nigdy jej „kuku” nie zrobiła. Jednakże
wiadomo było, że niezłe ziółko się urodzi. Najpierw miała być chłopcem, a jak
już przyszła na świat to nie dość, że okazała się dziewczynką, to z obrażoną
miną od pierwszych minut życia i jeszcze do tego wylazła w zaduszki. Czegóż
chcieć więcej?
8. Wyrażenie
„szybko, bo nam autobus ucieknie” działa odwrotnie do znaczenia wypowiadanych
słów. Lepiej więc nie mówić nic, oprócz komunikatu, że wychodzimy z domu.
9. Odkurzasz
i myjesz podłogi tylko po to, by po odłożeniu mopa zauważyć, że Twoje kochane
kruszynki wyszperały zaschnięte zabłocone kalosze (no co, miałaś je umyć, ale
jakoś się zapomniało) i bawią się w taniec w deszczu. No ale co, chociaż masz
świadomość, że brud względnie świeży i kurz usunięty.
10. Dziecko
jest najbardziej zmęczone i wymaga niesienia na rękach akurat w momencie, kiedy
zdecydowałaś się na konkretne zakupy z plecakiem i siatką w dniu, kiedy mąż
jest w pracy i nie pomoże ani z zakupami, ani nie zostanie z dziećmi w domu, bo
go najzwyczajniej akurat nie ma. Grunt to nie ulegać, niech człapie za Tobą i
marudzi. Wytłumacz sytuację, za którymś razem narzekanie się skończy (ha!).
11. Choćbyś
się starała, nie znienawidzisz tych maluchów, które mimo Twoich huśtawek
nastroju i czasem niekontrolowanych wybuchów złości spowodowanych nierzadko
przemęczeniem, kochają Cię najprawdziwszą bezwarunkową miłością. Nie przejdziesz
w nocy obok ich łóżka nie spoglądając: a może przykryć trzeba, poprawić, bo śpi
jakaś „pogięta” w nienaturalny sposób…
Edit: punkt 12. Kiedy chowasz sztućce do szuflady, to ile razy byś się do niej nie cofała z "nową dostawą", to szufladę musisz zamykać każdorazowo! Dzieciak zdecyduje się na wyścigi po kuchni i bomnięcie w kant szuflady akurat ten jeden jedyny raz, kiedy to zapomniałaś o jej zamknięciu (albo liczyłaś, że jak sto razy delikwent się nie pojawił w kuchni podczas tej czynności, to i sto pierwszy raz tego nie zrobi).
Edit: punkt 12. Kiedy chowasz sztućce do szuflady, to ile razy byś się do niej nie cofała z "nową dostawą", to szufladę musisz zamykać każdorazowo! Dzieciak zdecyduje się na wyścigi po kuchni i bomnięcie w kant szuflady akurat ten jeden jedyny raz, kiedy to zapomniałaś o jej zamknięciu (albo liczyłaś, że jak sto razy delikwent się nie pojawił w kuchni podczas tej czynności, to i sto pierwszy raz tego nie zrobi).
Zawsze się śmieję, że z
dziećmi źle, a bez nich taki spokój. Ale jaki spokój? Taki nudny, przewidywalny
i rutynowy, gdzie to mogę zaplanować niemal każdą minutę dnia (nie licząc
spontanicznych wybryków). Ja osobiście uważam się za osobę z wielkim
szczęściem. Nie do końca wiem, co zrobiłam, ale moje pociechy są stosunkowo
grzecznymi dziećmi i mimo, że czasem się okładają i szarpią za włosy, to
potrafią się bawić razem przez niemal cały dzień bez poważniejszych kłótni.
Domyślam się, że czeka mnie sporo łez i przemyśleń, co zrobiłam źle i takie
tam, jak będą nastolatkami. Teraz mają lat pięć i dwa i pół, więc jest w miarę
spokojnie. Na razie nie myślę o tym, co mnie czeka później. Teraz przeżywam
drugą młodość kiedy widzę radość i iskry w tych wielkich oczyskach moich
dziewczynek kiedy odkrywają świat: pierwsza żaba, pierwsza jaszczurka, pierwszy
śnieg, wyjście z parasolkami w deszczu i wiele innych sytuacji, które dla
dorosłego są tak banalne, że nie zwraca na nie uwagi, a dla dziecka są czymś
niesamowitym i zachwycającym. Z dziećmi odkrywam świat na nowo i gdybym mogła
cofnąć czas, nie zrezygnowałabym ani z jednej, ani z drugiej córeczki ♥
Pozdrowionka
Cukierniczka
Ale to ujęłaś - uśmiałam się, ale w duszy widzę siebie...takie życie, ale jaka wartość z tymi Czortami <3
ReplyDeleteAP